Mistrzostwa Europy Lipsk 2011


Polacy zdobywają drużynowe Vice Mistrzostwo Europy

4-6 września 2011 r. Lipsk. I Mistrzostwa Europy w Carvingu, a w ich ramach dwa oddzielne konkursy – tradycyjny konkurs indywidualny oraz pierwszy w Europie konkurs drużynowy. Poziom uczestników – niezły, sposób sędziowania – nowy i raczej wątpliwy.

Wiele osób zastanawiało się dlaczego I Mistrzostwa Europy, przecież konkursy w Pradze (2009), Lipsku (2009) i Francji (2010) także nosiły taki tytuł. Konkursy z Czech i Francji zostały w pełni uznane przez międzynarodowe środowisko carvingowe podczas spotkania w Luxemburgu (2010). Sprawa ta, jak i wiele innych, nie została wyjaśniona przez organizatorów. Poprzednie konfrontacje tej rangi opatrzone były dopiskami: rzeźbienia w arbuzach i melonach oraz rzeźbienia kwiatów, natomiast tegoroczne mistrzostwa, jak sugeruje nazwa, obejmowały całe zagadnienie carvingu. Domyślam się więc, że dlatego IV, a oficjalnie uznane III Mistrzostwa Europy zostały nazwane pierwszymi.

Mniejsza o nazwę. Kilka słów o samym konkursie. Odbywał się on w ramach targów Gäste w jednej z hal słynnych Targów Lipskich. Dwa pierwsze dni przeznaczone były na konkurencje indywidualne. Podczas nich zaprezentowało się dwóch polskich zawodników: Łukasz Szewczyk i Piotr Wasik, obaj z Pracowni Sztuki Kulinarnej.

Pierwsza ze wspomnianych konkurencji to gotowe przywiezione kompozycje na dowolny temat. Organizatorzy ograniczyli jedynie rozmiary prac (90/80/150 cm) oraz określili, że w kompozycji musi zostać użyty element 3D (rzeźba w tradycyjnym tego słowa znaczeniu). Czas na wystawienie przygotowanej dekoracji to 2 godziny. Mogły przy tym pomagać osoby trzecie. Nasi zawodnicy wystawili bardzo rozbudowane i skomplikowane kompozycje.

Łukasz Szewczyk zaprezentował pracę o tytule „Mój Mały Książę”. Jak można się domyślić, nawiązywała ona do słynnego dzieła Antoine de Saint-Exupéryego. Było to 9 planet wykonanych z arbuzów i dyń, każda rzeźbiona w innym stylu, co już świadczyło o szerokich umiejętnościach zawodnika. Pojawiły się więc cięcia tajskie, europejskie czy modne ostatnio cięcia plastyczne i wywijane. Wokół planet umieszczone były dyniowe rzeźby, niejednokrotnie wykonane z monolitu. Wśród nich znalazły się m.in. takie postaci jak: Bankier, Latarnik, tytułowy Mały Książę, Róża, Słoń czy Lis. Całość kompozycji dopełniały dziesiątki precyzyjnie wyrzeźbionych kwiatów, których miało być znacznie więcej, jednak nie przetrwały one transportu. Niewątpliwie była to największa i najbardziej pracochłonna kompozycja zaprezentowana podczas całych mistrzostw.

Piotr Wasik wykonał pracę pod tytułem „Życie”. Trzon dekoracji stanowiła gałąź oklejona szczelnie drobnymi kwiatuszkami z marchwi, kalarepy czy buraków. Tych niewielkich elementów było ok. 220 i miały symbolizować linie ewolucji. Końce gałęzi wypełniały inne, duże kwiaty a wśród nich znajdowały się liczne zwierzęta, np.: naturalnych rozmiarów mrówki, motyle, ptak, wąż czy konik polny. Najbardziej rozbudowanym
elementem 3D była postać niewielkiej (ok. 20 cm) panienki z wieńcem kwiatów na głowie. Wszystkie rzeźby były monolitami. Gałąź osadzona była w arbuzie, który stanowił typowy element techniczny, a ten znajdował się w dyni, która prezentowała stworzenia wodne, np.: murenę czy homara. Niestety praca ta w wyniku losowania została umieszczona na boku całej wystawy, przez co nie miała za sobą tła i nie wyglądała dość okazale. Efekt tkwił w szczegółach.

Samo wystawienie opisanych kompozycji graniczyło z cudem. Na konkurs dotarliśmy spóźnieni prawie 2 godziny. Było to związane z problemem z samochodem, dwoma pokazami, które dawaliśmy do późnych godzin wieczornych w przeddzień zawodów na Śląsku oraz skrajnym wyczerpaniem po 3 dniach bez snu. Na szczęście sędziowie pozwolili nam wystawić kompozycje później od innych uczestników i dali nam na to pełne 2 godziny. W ten sposób 8 godzin codziennej ciężkiej pracy przez 3 tygodnie nie poszły na marne, choć długi transport, jak już wspominałem, silnie odbił się na pracach.

Drugą konkurencją była dekoracja talerza oraz dwóch kieliszków z drinkami „Sex on the Beach” oraz „Bloody Mary”. Talerz mógł być przykryty jedynie w ¼ powierzchni i cała dekoracja musiała być jadalna a ozdoba kieliszka musiała być tak wykonana, aby swobodnie można było przenieść drink i tylko jej 25% mogło być niejadalne. Na całość tej konkurencji uczestnicy mieli 40 minut, a surowce przywozili sami.
Piotr Wasik kieliszki ozdobił palmą z marchwi i cukinii oraz motylem wykonanym z dyni. Talerz przyozdobił warzywnym faworkiem na którym umieścił typowy tajski kwiat z kalarepy. Łukasz Szewczyk na kieliszkach umieścił winogrona z melona oraz gałązkę selera naciowego przyozdobioną rozkładanym motylkiem z marchwi. Dekoracja talerza była niejako całym daniem. Był to befsztyk tatarski w ogórkowej kokilce z sadzonym jajem przepiórczym okalany delikatnym balsamem z Modeny…wśród nocnej ciszy. Oczywiście całość z warzyw i owoców. Na tym upłynął pierwszy dzień mistrzostw, po którym musieliśmy znaleźć nocleg, którego oczywiście organizatorzy nie zapewnili.

Drugi dzień to 4 godziny na wykonanie kompozycji z następujących surowców: arbuz, papaja, kalarepy, ogórki, białe rzodkwie, kapusta pekińska i marchew oraz dynia, którą zawodnicy mogli sobie sami przywieźć. Wszystkie wymienione surowce musiały zostać wykorzystane. Tutaj też nie obyło się bez problemów z dotarciem na miejsce. Pomiędzy pierwotnym planem przebiegu mistrzostw, a ustaleniami końcowymi były różnice. Stad też nasza pomyłka i dotarcie na miejsce o 30 minut za późno. Mieliśmy więc o pół godziny mniej czasu niż pozostali uczestnicy. Nie przeszkodziło to na szczęście w wykonaniu kompozycji. Łukasz wyrzeźbił kwiaty w arbuzie, następnie wpasował w niego kolejne elementy wycięte z warzyw, a całość zwieńczył rzeźbą kobiety wykonaną z papai. Piotr pokrył część arbuza drobiazgowym cięciem tajskim, górę owocu zapełnił kwitami z warzyw i owoców, wśród których umieścił gołębia z rozłożonymi skrzydłami, zrobionego z białej rzodkwi. Około godziny 17.00 odbyło się rozdanie nagród i ogłoszenie wyników konkursu
indywidualnego. I w tym momencie okazało się, że w sposobie sędziowania od ostatnich zawodów międzynarodowych zaszły drastyczne zmiany. Właściwie całkowicie zerwano z zasadami, które utrzymywały się przez kilka lat. A mianowicie do tej pory na zawodach,profesjonalni sędziowie zwracali uwagę głównie na aspekt techniczny prac. Czystość cięć, zróżnicowanie cięć i technik, jak najmniejsze używanie kleju, niewidoczność wykałaczek. Oryginalność i niepowtarzalność były na pierwszym miejscu. Niejednokrotnie sędzia schylał się, zerkał na rzeźbę od tyłu, sprawdzając czy aby wszystkie cięcia są wykonane dość starannie. Cechy ważne dla laików takie jak transparentność były na drugim planie. Na spotkaniach międzynarodowych mówiono o tym, aby właśnie w taki sposób były oceniane każde zawody carvingowe. A tutaj niespodzianka. Aspekt techniczny praktycznie się nie liczył jeśli nie było jednego, nawet bardzo słabo wykonanego elementu, który przyciągał
wzrok. Liczył się właściwie tylko ogół, a nie szczegół. Jak się potem dowiedzieliśmy sędziowie niejednokrotnie nawet nie zauważali elementów różnych prac, które stanowiły o klasie umiejętności ich autorów. Pozostawię to bez komentarza…
Przy takim podejściu do sprawy wynik był oczywisty. Pierwsze miejsca zajęli Rosjanie, u których prawie we wszystkich pracach pojawiały się duże, efektowne ptaki z dyni. Nie wyróżniały się one dobrą stroną techniczną, ale jedynie wizualną, ważną dla laików. Ponad to, prace te były wypełnione ogromną ilością liści florystycznych, które zazwyczaj stanowiły znacznie większą część kompozycji niż same rzeźby. Do tej pory takie rozwiązania były zdecydowanie negowane.

Polacy jednak nie odeszli bez wyróżnień. Łukasz Szewczyk otrzymał wyróżnienie za najbardziej zróżnicowaną (pracochłonną) pracę. Piotr Wasik został wyróżniony za najlepiej wyrzeźbiony kwiat.

Trzeciego dnia zawodów odbył się konkurs drużynowy. Każda drużyna składała się z 3 osób. Były to czasami zespoły międzynarodowe np. Czesko-Słowackie. Polską drużynę stanowili Łukasz Szewczyk, Grzegorz Sibon i Piotr Wasik z Pracowni Sztuki Kulinarnej. Konkurs składał się z jednej konkurencji trwającej 4 godziny. Z dostarczonych warzyw i owoców, których skład był taki sam jak w trzeciej konkurencji konkursu indywidualnego, należało przygotować kompozycję. Oczywiście surowców było więcej. I tym razem można było przywieść ze sobą dynię. Przed rozpoczęciem konkurencji można już było rówież przygotować miejsce pod wystawienie swojej kompozycji. Na kilka minut przed startem polska ekipa zauważyła pewną nieprawidłowość. Otóż przygotowane stanowiska pracy nie były identyczne. Wokół stolików była różna ilość miejsca. Po zgłoszeniu problemu, Polakom został przyznany dodatkowy stolik, który znacznie ułatwił im pracę.

Po burzliwej poniedziałkowej dyskusji, wyciągnięciu wniosków o aktualnych „tendencjach” wśród sędziów Polacy postanowili zmienić koncepcję swojej pracy. Oczywiście nie obeszło się bez dyniowego ptaka, który to, jak już pisałem, był ulubieńcem składu sędziowskiego. Nie zapomnieliśmy też o tle. Granatowa ścianka niwelowała tzw. „pech”.
A więc po kolei. Największą część kompozycji Polaków stanowiły elementy wycięte z 58 kg dyni, którą to otrzymali od pana Jana Styry, słynnego hodowcy dyń olbrzymich ze Zdzieszowic. Łukasz Szewczyk podzielił dynię, oczyścił ją i przygotował stelaż całej kompozycji. Wykorzystywał przy tym dodatkowy otrzymany stolik. Oczywiście po raz
kolejny nie obyło się bez problemów. Okazało się, że świeża dynia była miękka i wykonana z niej podstawa nie wytrzymałaby ciężaru umieszczonych na niej elementów. Na szczęście Łukasz szybko wpadł na pomysł aby umieścić w środku gałąź z białej rzodkwi, która usztywniła całą konstrukcję. Niestety zabrało to sporą ilość dostępnego czasu. W tym samym czasie Grzegorz Sibon zaczął rzeźbić drobiazgowego, tajskiego arbuza, a Piotr Wasik wyciął astra z kalarepy i zaczął wykonywać postać samuraja z dyni.
Początkowo miał pewne problemy z proporcją, na szczęście szybko się z tym uporał. Po przygotowaniu podstawy Łukasz jął rzeźbić papaję oraz różne kwiaty z warzyw, które od razu montował na pracy. Grzegorz zabrał się wkrótce za drugiego arbuza a następnie za wykonywanie feniksa z dyni. Po trzech godzinach Piotr zakończył pracę nad samurajem, którego wykonał z monolitu i wykonywał kolejne kwiaty z warzyw. Pomógł także Grzegorzowi, wykonując skrzydła do wspomnianego wcześniej ptaka. W wykonywaniu rzeźb bardzo pomocne były nowe oczka do rzeźbienia firmy TRIANGLE. Przedstawiciele tej firmy
chętnie wypożyczyli te prototypowe narzędzia polskiej drużynie, za co jeszcze raz serdecznie im dziękujemy. Ciekawymi aspektami pracy było radzenie sobie z problemami. Aby miecze samurajskie nie wykrzywiały się na boki, Piotr Wasik wykonał je z dwóch plastrów marchwi, pomiędzy które wkleił wykałaczki. Zaś Łukasz Szewczyk i Grzegorz Sibon, aby
ustabilizować pracę, przykleili do tła koniec skrzydła feniksa.
Pod koniec pracy Polska ekipa postanowiła wykorzystać poszatkowaną kapustę pekińską jako trawę. W ostatniej chwili Piotr wyciął foremką 2 liście z najgrubszej części kapusty, które następnie Łukasz umieścił w kompozycji w celu zakrycia wykałaczek. Jak się później okazało te niepozorne elementy zaważyły o być albo nie być Polaków. Otóż sędziowie słowo „wykorzystać” rozumieli jako „wyrzeźbić element” z każdego surowca. Nie uznali więc szatkowanej „trawy” i dopiero po wnikliwej obserwacji zauważyli kapuściane listki. Tak kompozycja polskiej ekipy wróciła do gry o podium, z której niejako początkowo „wypadła”. Końcowe sekundy upłynęły na porządkowaniu stanowiska.

Po zakończonej konkurencji mogliśmy pooglądać kolejne prace. Część z nich była na dość wysokim poziomie, inne niekoniecznie. Poza pracą Polaków chyba tylko kompozycje Czechów stanowiły same wyrzeźbione elementy. Pozostałe dzieła były mocno wypełnione roślinami, liśćmi florystycznymi, materiałami, które nie raz górowały nad faktyczną pracą. W pracach Rosjan oczywiście znów (już po raz trzeci) pojawiły się ptaki z dyni. Wprawdzie efektowne, szczególnie dla laików, szkoda jednak, że ci świetni zawodnicy nie pokazali czegoś innego. Podczas oględzin ujawniła się jeszcze jedna niepokojąca sprawa. Otóż jeden z rosyjskich zespołów do środka swoich kwiatów z ogórka powkładał pomidory koktajlowe. Wyraźnie stanowiły one części kwiatów, a przecież z dodatkowych surowców można było przywieźć i użyć tylko jedną dynię. Umieszczone w tle papryczki peperoni ewentualnie można by przyjąć. Oczywiście fakt ten został zgłoszony sędziom, z resztą okraszony dość „obfitą” dyskusją.
Późnym popołudniem odbyło się ogłoszenie wyników i rozdanie nagród. Trzecie miejsce zajęła drużyna niemiecka, drugie ex aequo Polacy i jedną z drużyn rosyjskich. Pierwsze miejsce zajęli także Rosjanie – drużyna, która użyła niedozwolonych elementów. Widać ten fragment regulaminu miał dla jury znikome znaczenie. Z rzeczy, o których należałoby wspomnieć była jeszcze sama organizacja mistrzostw.
Aby móc wziąć udział w zawodach należało m.in. wpłacić wpisowe. A nie były to małe kwoty – 50 euro od zawodnika startującego w konkursie indywidualnym oraz 75 euro od każdego zespołu. A co za to zostało zapewnione? Praktycznie nic. Otóż na zawodach tej rangi zawodnikom nie przyznano noclegu, jakiegokolwiek posiłku, czegoś do picia czy miejsca aby usiąść. Nagrody i trofea były też były raczej znikome jak na Mistrzostwa Europy. Miejmy nadzieję, że za 2 lata Rosjanie wykażą się czymś więcej. Zawody tej rangi powinny przecież do czegoś zobowiązywać.

No cóż zawody jakie były, takie były. Szkoda tylko, że Polscy zawodnicy musieli wybierać czy pojawić się w Lipsku czy też na Mistrzostwach Polski, które „przypadkowo”odbywały się w tym samym terminie. Tegoroczny sezon się zakończył. Zobaczymy co będzie w następnym.
Najważniejszym jego elementem będzie olimpiada kucharska IKA w Erfurcie. Zawodnicy z Pracowni Sztuki Kulinarnej z pewnością zaprezentują się indywidualnie. A kto wie, może znów jakaś praca drużynowa…

Piotr Wasik